hasło: Lato w Mieście, odzew: Joga na Trawie

W tym roku znowu nie zaznałem urlopu z prawdziwego zdarzenia. Co robią koleżanki i koledzy po fachu, że stać ich na wyjazdy wypoczynkowe? Dla mnie one (wyjazdy, nie koleżanki) pozostają w sferze fantazji jako coś ekstrawaganckiego. Pracuję w trybie ciągłym od 6 lat.

A podróżować uwielbiam. Powietrze i ogień to żywioły bliskie mojej naturze. One nie mogą zostać zamknięte. Muszą się rozwijać bez ograniczeń. Cieszą się otwartą przestrzenią. Też tak mam. Najchętniej brykam po podwórku. W psychologii wg Mildego byłbym Tygrysem.

Wiosną już wiedziałem, że jedyną szansą na dalszą podróż w tym roku jest Macedonia – wyjazd co prawda służbowy (tj. obarczony odpowiedzialnością za przygotowanie, ogłaszałanie, zapraszanie, koordynację, organizację i realizację) ale dzięki temu przynajmniej “refundowany”. Ostatecznie nawet on nie doszedł do skutku 🙁

Życie weryfikuje plany. Co zrobić z sytuacją odbiegającą od wymarzonej? To samo, co z każdą inną – bezwzględnie wykorzystać 😉 Znaleźć w niej wszystkie plusy i wycisnąć jak sok z pomarańczy.

10% happens, 90% react

Życie to 10% tego, co Ci się przydarza i 90% tego, jak na to reagujesz. ~Charles Swindoll

Lato w wielkim (oh, really?) mieście można spędzić równie przyjemnie jak nad jeziorem Prespa. Kwestia chęci. Wszędzie świeci to samo słońce, a piasek na Poniatówce ugniata się pod stopami tak samo miękko jak na Maderze. Dobre nastawienie każdy metal zmieni w złoto. Bądź nie tylko kowalem – bądź alchemikiem własnego losu!

Attitude is a little thing that makes a big difference

Postawa jest małą rzeczą, która czyni dużą różnicę. ~Autor Nieznany

Przed wakacjami headhunterzy instytucji pożytku i dobroczynnych organizacji rozpoczynają nabór chętnych do prowadzenia zajęć pod chmurką. Cel szczytny, wszyscy partycypanci tego trójstronnego układu (organizator, wykonawca, odbiorcy) odnoszą korzyści: prestiżowe, majątkowe, zdrowotne, inne.

Taki projekt nie zawsze się powodzi. Muszę przyznać, że rok i dwa lata temu ponieśliśmy fiasko operacji “joga nad rzeką”. Organizatorzy sobie wymyślili, że odrobina egzotyki w imprezowniach też się przyda. Formuła jednak nie sprawdziła się. Wyszła z tego “joga przy piwie”. Atmosfera mało sprzyjająca, słabe zainteresowanie. Na dodatek pogoda często krzyżowała plany tak, że trzeba było odwoływać zajęcia.

Nie zrażony tym doświadczeniem, na tegoroczne propozycje współpracy znowu odpowiedziałem pozytywnie. Od razu dwie, a co – jak szaleć to szaleć. I tak jestem uziemiony, więc przynajmniej się pobawię z nowymi ludźmi na trawie. Żeby tylko nie padało 😉

I nie padało! Od pierszej soboty czerwca do ostatniej sierpnia (a nawet jeszcze w jedną ponadprogramowo we wrześniu) pogodę mieliśmy jak na zamówienie. To było jak znak, że idziemy w dobrym kierunku 😀

Sobotnie poranki stały się moją ulubioną częścią tygodnia do tego stopnia, że zacząłem wyczekiwać weekendu niczym orkowie (lemingi?) z Domaniewskiej (choć prawdopodobnie różnił nas pomysł na spędzenie tego weekendu).

Co piątek zasypiałem z kojącą myślą, że rano znowu pojadę tam, na Żoliborz, zobaczę te same oraz nowe uśmiechnięte twarze, a później w Skaryszaku, po drugiej stronie Wisły przywitam gotową na wszystko ekipę Dzikiego Lokatora i kolejne uśmiechnięte twarze na matach 🙂

To były najprzyjemniejsze zajęcia z całego tygodnia. Biegłem na nie uskrzydlony. Może z powodu tak pięknych poranków, może dlatego, że to plener (podwórko – Tygrysy). Może niezobowiązująca formuła “zabawy w jogę” tak mnie zachęcała, może ochocze podejście samych ludzi. Motorem z pewnością była wzrastająca frekwencja. Pewnej sierpniowej soboty naliczyłem 36 ćwiczących dusz…

Wartość swojej pracy rozpoznajesz nie po tym, że raz czy drugi zobaczysz 30 osób na zajęciach. To jest ulotny efekt zabiegów marketingowych albo z(a)biegu okoliczności. Pierwsze jaskółki, dopiero przedwiośnie. Masz Szczęście Początkującego i tyle.

Ale kiedy te same osoby, choćby kilka, widzisz u siebie po raz trzydziesty, zaczynasz się zastanawiać “O kurczę, chyba to, co robię, ma jakiś sens (?)”

Bardzo, bardzo dziękuję za tegoroczne LATO w mieście!

Dziękuję Pani Naczelnik Wydziału Sportu i Rekreacji dla Dzielnicy Żoliborz oraz wszystkim, którzy z ramienia urzędu Dzielnicy Żoliborz przyczynili się do uruchomienia jogi w Parku im. Żeromskiego. Dziekuję Edycie – mojej szefowej, za przypilnowanie formalności.

Pani Agnieszce Wójcik z projektu Warszawa Ćwiczy dziękuję za organizację jogi w Parku Skaryszewskim. Dziewczynom i chłopakom z Dzikiego Lokatora – za miksy pomarańczowo-grejpfrutowe oraz inne pyszności 😉

Dziekuję Bogu, Rodzicom, Akademii… A nie, teraz to się zapędziłem.

Drzewa w Parku Żeromskiego

Przede wszystkim dziękuję Wam – uczestnikom plenerowych zajęć! To Wasza obecność sprawia, że każda taka akcja ma sens. Warunki zawsze można sobie stworzyć. Trawa była, jest i będzie. Przynajmniej do ostatniej pszczoły na Ziemi.

Park im. Żeromskiego

Komentarze

Leave your thought