Rzodkiewka

To nie jest blog kulinarny. Jogowy zresztą też nie. W ogóle żaden tematyczny z niego blog. Jest o wszystkim, co interesuje autora, np. dzisiaj o miksowaniu warzyw z owocami.

W kuchni rzadko trzymam się przepisu. Szkoda czasu na szukanie i czytanie. Za duży wybór tego wszędzie. Wolałem poznać ogólne zasady sztuki i zostać niezależnym kreatorem unikatowych dzieł.

Latem eksprymentuję z koktajlami. Pod nóż blendera wrzucam wszystko, co się nie rusza, jest w miarę żywe i da się strawić. Bardzo niehumanitarne działanie. Obrońcy praw roślin są oburzeni, lecz zanim przejdę na odżywianie światłem, muszę tak robić.

Dziką przyjemność znajduję w sprowadzaniu pokrojonych kawałków do jednej płynnej masy i odczuwaniu pod palcami jak twarde powoli staje się miękkie. Kobieta wolałaby odwrotnie. Znaczy, że zachowuję jeszcze resztki męskiego archetypu. To dobrze. Ale zostawmy Freuda w spokoju, przejdźmy do tytułowej rzodkiewki.

Rzodkiewka jest warzywem i ma ostrawy smak. Te dwie cechy sprawiły, że zainteresowałem się nią jako potencjalnym składnikiem świeżych smoothies.

Owoce dają orzeźwienie, nawilżenie i ochłodę, w sam raz na upały. To aspekt yin. Dla równowagi warzywa dodają mocy przez dostarczenie cukrów, z których energia uwalnia się powoli i starcza na dłużej. Poza tym z reguły mają odczyn zasadowy, w przeciwieństwie do zakwaszających owoców. To aspekt yang. Oba aspekty powinny być w równowadze, dlatego nie przesadzałbym z sokami wyłącznie owocowymi przez cały czas, nawet kiedy jest gorąco.

Drugą zasadą, którą się kieruję, jest równoważenie smaków. Mamy 4 kubki smakowe, a chińczycy sobie wymyślili, że czujemy jeszcze smak ostry i w związku z tym kompleksowy posiłek ma zawierać 5 smaków. Znakomita większość owoców zapewnia nam słodycz, co oznacza, że do uzupełnienia pozostają: kwaśność, pikanteria, gorycz i słoność.

Przez ostatni tydzień testowałem zestaw: banan + brzoskwinia + nektarynka + cytryna + rzodkiewka(!) + liście. Dla mnie – bomba (energetyczna, enzymatyczna, witaminowa, whatever). Działa w różnych konfiguracjach. Wypróbuj następujące proporcje:

  1. BANAN – dużo (3-5 sztuk, w zależności od rozmiaru)
  2. BRZOSKWINIA i/lub NEKTARYNKA – dużo (3 sztuki)
  3. RZODKIEWKA razem z LIŚĆMI – średnio (3-5 sztuk)
  4. CYTRYNA – mało (ćwiartka)

Wszystkie owoce miękkie, bardzo dojrzałe. To ważne. Natura w ten sposób pokazuje, że są gotowe. Banany najlepiej z brązowymi plamkami, wiadomo.

Polecam dodawanie zieleniny (liście sałaty, rzodkiewki, koperek, natka pietruszki, rukola, bazylia, mięta) – źródła chlorofilu i wapnia. Makrobiotyka sugerowałaby tu liście tej samej rzodkiewki, ponieważ wtedy jesteśmy bliżej spożywania produktów całościowych, wykorzystujemy pełny potencjał zawarty w roślinie i nic się nie marnuje. Ta sama makrobiotyka zaleca jedzenie produktów sezonowych i lokalnych. Przymknę oko, ponieważ stosowanie się do tego zalecenia automatycznie skreśla z powyższego przepisu aż 2 składniki. Przemianę ognia (smak gorzki) możesz wesprześ rukolą albo cykorią, ale bez przesady – latem dużo ognia pochodzi ze słońca.

Wszystko to blenduj długo i namiętnie, do uzyskania gładkości. Dolej wody (ciepłej, jeżeli owoce są zimne) ile chcesz. Może wolisz wypić, może – zjeść. Woda wspiera przemianę… wody (smak słony), o dziwo.

Przykładowa ładna i przejrzysta tabela Pięciu Przemian/Smaków jest tutaj.

Jeśli szukasz inspiracji do podobnych eksperymentów i chcesz poczytać o zdrowym, naturalnym odżywianiu, zajrzyj na stronę Green City Life. Zuzanna podaje tam ciekawe, autorskie przepisy, oparte w dużej mierze o rawfood. Co odróżnia jej blog od wielu innych podobnych? Zawartość edukacyjna! Dzięki temu wiesz, jak działa to, co zjesz 😉

Komentarze

Leave your thought