Cho na PSP, będzie fajnie

Temat od roku domagał się wywołania z poczekalni. Wczoraj pewna kropla przelała czarę i usiadłem z zamiarem ukończenia go.

Po zajęciach prowadzonej ashtangi podeszła do mnie dziewczyna bardzo przejęta tym, że jej “nie wychodziło”. Moim zdaniem, jak na pierwszy raz i nieznajomość techniki wychodziło jej całkiem dobrze. Właśnie – ten pierwszy raz.

Idea pierwotna

Majsor (Mysore): Przychodzi uczeń zielony jak szczypiorek na wiosnę. Nauczyciel wprowadza go w tajniki sztuki. Ujjayi, bandha, Surya Namaskar A. “Teraz odpocznij” – mówi. “Przyjdź jutro”. Jutro od nowa to samo, plus Surya Namaskar B. Pojutrze może nawet Padangusthasana, jeżeli uczeń szybko opanowuje (i zapamiętuje!) kojelne ruchy (i nazwy!).

Nieco później (powiedzmy, po trzech miesiącach, w zależności od postępów i predyspozycji ucznia), nauczyciel zachęca ją/go do przyjścia na zajęcia prowadzone (Led Class).

PSP (Pierwsza Seria Prowadzona, Led Primary Series): Raz lub 2 razy w tygodniu zbiera się grupa praktykujących w stylu mysore by wspólnie przejść przez znaną sobie sekwencję pod okiem nauczyciela i w podyktowanym przez niego rytmie. Taka integracja, a jednocześnie dla każdego okazja do sprawdzenia własnej praktyki bez możliwości zatrzymania się, dostępnej na majsorze. W pewnym sensie też święto. Przynajmniej ja to tak traktowałem: cała wieś idzie w niedzielę na jedną mszę, wszyscy uśmiechnięci, ładnie ubrani, pachnący, na galowo, uroczyście, wyjątkowo.

Msza rozpoczyna się Inwokacją do Patańdżalego powtarzaną za nauczycielem. Potem już tylko krótkie hasła. Zapowiedź pozycji albo sekwencji, rozliczanie winjas, liczenie oddechów. “Trikonasana B: ekam – wdech, dve – wydech, 1-2-3-4-5, trīṇi – wdech, lewa strona, catvāri – wydech, 1-2-3-4-5, pañca – wdech, Samastitih” Bez zbędnych słów. Kolejność ruchów jest dobrze znana, ustawienie ciała także. Każdy indywidualnie nauczył się ich wcześniej.

Od czasu do czasu nauczyciel zwróci uwagę na jakiś szczegół, kiedy zauważy, że ktoś zapomniał oddychać albo rozluźnić szyję. Mówi wtedy, niby do wszystkich, “rozluźnij szyję”. Czasem zwraca się personalnie, kiedy wie, że na kogoś lepiej działa wymienienie go z imienia 😉 Forma zależy od wyczucia sytuacji.

Nie bez znaczenia jest, że nauczyciel zna swoich uczniów. Jest na bieżąco z ich możliwościami, ewentualnymi dolegliwościami, sytuacją życiową (aspekt psychologiczny, bardzo ważny). Łatwiej mu w trakcie liczenia podjąć szybką i trafną decyzję, do kogo podejść, kto najbardziej potrzebuje pomocy, a kto motywacji. W “przypadkowej” grupie musi zgadywać. Oczywiście im większe doświadczenie, tym lepsze zgadywanie, ale nie o to chodzi.

Praktyczna weryfikacja (tu idea sięga bruku)

Majsor: Przychodzi uczeń zielony jak szczypiorek na wiosnę. Rozgląda się po sali. Dookoła każdy coś tam ćwiczy, nauczyciel podchodzi do różnych osób, coś podpowiada, w czymś pomaga. W pewnym momencie wszyscy wstają i zaczynają śpiewać rytualną piosenkę w obco brzmiącym języku… “Gdzie mam się schować?”.

Nauczyciel sporadycznie podchodzi także do szczypiorka, żeby pokazać mu kolejne asany. Pomiędzy nimi jednak uczeń się nudzi. Nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Albo nauczyciel po kilku Powitaniach Słońca każe jej/mu odpocząć, zostawiając uczucie niedosytu.

Kto ma cierpliwość i determinację, by poznawać Ashtangę tym sposobem, przyjdzie kolejny raz na majsor. Kto nie ma, będzie chciał(a) poznać ją szybciej, spocić się bardziej, “zrobić” więcej i… wybierze się na zajęcia prowadzone.

PSP: Współcześnie zajęcia PSP są traktowane po prostu jako jedna z wielu opcji do wyboru w ofercie szkoły. Uczeń robi wywiad wśród znajomych, co to jest i z czym to się je. Albo pyta w recepcji. Joga jest dla każdego, więc mówią mu: “Dasz radę”. Dobrze powiedziane, bo każdy “daje radę” na tyle, na ile potrafi. Nie słyszałem jeszcze o przypadku zgonu na PSP.

Zaczyna się tą samą dziwną piosenką, tyle, że tym razem nie wymagają już jej znajomości. Wystarczy powtarzać na głos. Dalej lecą Powitania Słońca. Dosłownie – lecą na łeb na szyję, zwłaszcza dla osoby kompletnie początkującej. Dobry nauczyciel potrafi uspokoić sytuację skołatanych serc, panicznych oddechów, rozbieganych oczu, rozproszonych myśli. Potrafi zmniejszyć pierwszy szok. Ale lepiej, gdyby nie musiał tego robić. Seria Prowadzona powinna być znajoma, okiełznana, przyjazna, bezpieczna. Poczucie, że “wiem, co mnie czeka” daje większy spokój, pomaga rozłożyć siły.

Tempo bywa zawrotne również dla mnie. Moim zdaniem optymalna długość oddechu to 6-8s, tzn. wdechy i wydechy powinny trwać po 3-4 sekundy. A zdarza się, że trwają po jednej sekundzie. Wtedy muszę na siebie uważać. Nauczyłem się w takim przypadku pomijać niektóre ruchy albo ich nie kończyć. Gdybym chciał dostosować się do tak szybkiego prowadzenia Powitań Słońca, musiałbym mocno szarpać ciałem. Kontuzjogenna wizja. Dziękuję, postoję. I wezmę długi wdech. W ciągu sekundy nie zdążam napełnić płuc powietrzem. Drobnej osobie łatwiej wykonać szybki ruch, wiadomo. Prawa fizyki. Dla niej krótsze czasy są OK, są bezpieczne. I mniejsze płuca łatwiej napełnić.

Wracając do zielonego szczypiorka – jej/jemu nie wystarcza proste rozliczanie, bazujące na nazwach asan. Nie wystarcza również przyglądanie się innym. On/a potrzebuje instrukcji. Widząc to, nauczyciel w przypływie empatii stara się zwerbalizować jak najwięcej szczegółów wykonania pozycji. I tak np. po 50 minutach intensywnego wysiłku szczypiorek słyszy tekst “lewa noga na dole, prawe kolano w górze, lewa ręka za prawe kolano”. “WTF?! Ja nie wiem jak się nazywam, gdzie mam rękę, gdzie nogę i co po której stronie, a tu mi każą rozwiązywać łamigłówki!” Z kolei ci, którzy znają sekwencję i przyszli doświadczyć tego, co w niej najcenniejsze, czyli FLOW, zostają poczęstowani gadaniem, które nie jest im do niczego potrzebne, a nawet przeszkadza w skupieniu. Instrukcja powinna być prosta: “Marichyasana D

Naturalne rozwiązanie

Co z tym zrobić? No nic. Zostawić, jak jest. Życie zweryfikowało i potwierdziło, że lepiej działa system inny niż pierwotnie zakładano. Powszechne stało się myślenie, że na mysore “trzeba znać pozycje”. Ludzie przychodzą więc najpierw na PSP (a właściwie 1/2 PSP = “połówki serii”, zwłaszcza w miejscach, które nie oferują zajęć mysore). Jak się oswoją i zapragną wniknąć głębiej, rozwinąć się na bardziej indywidualnej ścieżce, odważają się spróbować majsoru.

Ten proces jest rozłożony na lata. Wymaga cierpliwości od obu stron (od ucznia mimo wszystko nieco większej). Od nauczyciela wymaga odrobiny wyrafinowania i delikatności, żeby zachęcić ucznia do praktyki w stylu mysore uzupełnionej seriami prowadzonymi.

Komentarze

Leave your thought