Historia pewnych Dwóch Nóg za Głową (Dwi Pada Sirsasana)

Był sobie chłopiec, który ukończył Czwartą Serię u Rolfa w Goa, a potem Sharath w Majsurze zatrzymał go na połowie Drugiej Serii przy pozycji, którą chłopiec znał i ćwiczył od 11 lat.

To tak w skrócie. Co z tego wynikło? Można przeczytać tutaj. Artykuł zaciekawił mnie i doczytałem go do końca, choć jest niemiłosiernie długi. Doczytałem dlatego, że w historii bohatera odnalazłem swoją.

Przytoczę wybrane fragmenty.

(…) przez ostatnie 7 lat praktykowałem 2. Serię tylko raz w tygodniu, poświęcając się głównie 3. i 4. Serii.

Chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że dwie z moich asan Drugiej Serii nie dorównują standardowi reszty asan, to fakt, że stykałem się z nimi raz w tygodniu pozwolił uniknąć pracy niezbędnej do pogłębienia ich. Kiedy czasami o tym rozmyślałem, kwitowałem to konkluzją, że moje ciało o wzroście 190 cm i naturalnej lordozie nie jest w stanie wykonać tych pozycji w takim stopniu doskonałości jaki obserwowałem u innych zaawansowanych praktyków. Tłumaczyłem sobie “każdy ma jedną lub dwie słabe pozycje”. Wciąż lekceważyłem te pozycje praktykując Drugą Serię raz w tygodniu.

Podczas, gdy prawie każdy starszy nauczycie oceniłby moją Dwi Pada jako wystarczająco dobrą, Sharath miał wyższe standardy. I nawet jeśli była wystarczająco dobra, on wiedział, że można ją jeszcze ulepszyć.

“You stop there” (“Tutaj się zatrzymasz”) (…)

Przez resztę tygodnia eksperymentowałem w domu, próbując znaleźć sposób odtworzenia uczucia, które miałem, kiedy Susan robiła mi pogłębiającą korektę tej pozycji. Zacząłem osiągać drobne sukcesy w tym, co wcześniej uznawałem za niemożliwe dla mojego ciała. Podczas zajęć na shali także spędzałem nad tą pozycją więcej czasu, wykonując ją 2 lub 3 razy przed przejściem do sekwencji końcowej. W ciągu dwóch tygodni Sharath’owego “you stop there” moja Dwi Pada znacząco i zauważalnie polepszyła się. Czułem całkiem nowy poziom wyprostowania górnego kręgosłupa piersiowego, łatwość podnoszenia głowy i równomierność w całym ciele. (…)

Podczas trzecich lub czwartych zajęć Drugiej Serii Prowadzonej Sharath stanął za mną przy Dwi Pada. “Iain – wyżej podnieś głowę, bardziej rozszerz stopy!” – zawołał. Leciutko pociągnął moją lewą stopę do boku. Wyraźnie nie zamierzał robić korekty; chciał, żebym to ja wykonał pracę. (…)

Dzień po dniu, Dwi Pada stawała się głębsza i pełniejsza. Nie potrzebowałem już eksperymentować w domu, transformacja pozycji weszła w życie samoistnie i spokojnie podążała w wyznaczonym kierunku. Po trzech tygodniach od opuszczenia Majsuru pozycja wciąż się poprawiała, a jej nowy stan odczuwam teraz jako bardzo naturalny. (…)

To wyjaśnia i uprawomocnia część mojego rozumienia jak działa system Asztangi, zarówno jako osoby praktykującej jaki i nauczyciela Asztangi w stylu majsor. (…)

Uświadomiwszy sobie to, łatwiej mi teraz jako nauczycielowi mówić uczniom “tu się zatrzymaj”. Jeżeli uczeń jest otwarty i podatny, w ciągu kilku dni widzę, a ona/on również czuje, jak pozycja, przy której ją/jego zatrzymałem, zaczyna przekształcać się. (…)

Każdy uczeń jest indywidualnością, a każda indywidualność ma własną, niepowtarzalną zdolność do różnego rodzaju ruchów. (…)

Akt zatrzymywania uczniów na konkretnych pozycjach w systemie Asztangi nie służy temu, by wymusić na wszystkich dostosowanie się do standardu, ale temu, by upewnić się, że każda jednostka rozwija pozycję do maksimum swojego potencjału w sposób, który jest dla niej zdrowy. (…)

Odebranie dobrej jakościowo korekty może być bardzo transformujące. W istocie, często jest ono niezbędnym składnikiem uruchomienia transformującego procesu. (…) Otrzymanie dobrej korekty może pomóc otworzyć wiele rzeczy, lecz ważniejsze jest, że daje ono umysłowi oraz układowi nerwowemu doświadczenie, jakie powinno być końcowe ODCZUCIE w ciele, aby ktoś mógł próbować odtworzyć je pracując samodzielnie. (…)

Nauczyciele, którzy rozdają dużo nowych pozycji bywają bardzo popularni. Uczniowie mogą przystąpić do 2- lub 4-tygodniowego warsztatu lub kilku tygodni zajęć majsor z radosnym nauczycielem podręcznego zestawu nowych pozycji “do pracy”, niezależnie od tego, czy uczeń jest na te pozycje gotowy, czy też nie. Jednocześnie nauczyciel ten mógłby dawać “świetne korekty” w trudnych pozycjach, które są już w repertuarze praktyki studentów, zamiast zatrzymywać ich, żądając od nich głębszej pracy. Ten kierunek może przynieść wiele nieporozumień na temat tego jak system działa na ciało-umysł, jaka jest rola nauczyciela oraz jakie są właściwe cele praktyki. (…)

Praktykę Asztangi mamy po to, by pomóc nam zobaczyć, gdzie utykamy. Może się to zamanifestować na planie fizycznym, energetycznym, mentalnym lub emocjonalnym (lub najprawdopodobniej na wszystkich czterech jednocześnie). Zatrzymywanie na pozycjach, które pokazują gdzie są nasze blokady, wymusza właściwą pracę nad nimi i w ten sposób praktyka transformuje nas jako ludzi – fizycznie, energetycznie, emocjonalnie i mentalnie.

Najlepszymi z najlepszych nauczycieli Asztangi będą ci, którzy pokazują nam gdzie utknęliśmy i gdzie powinniśmy się zatrzymać, żeby wykonać pracę. Najlepszymi nauczycielami Asztangi będą ci, którzy nie trwają w codziennym dawaniu nam świetnych korekt, spędzaniu godzin na wyjaśnianie szczegółów anatomicznych lub serwowaniu nowych pozycji, na które nie jesteśmy gotowi. Najlepsi nauczyciele Asztangi zachęcą bądź nawet zmuszą nas do zatrzymania się w newralgicznych punktach, dadzą minimalne nakierowanie i zażądają od nas dalszej pracy własnej.

… Baardzo wartościowe, zarówno z punktu widzenia ucznia, jak i nauczyciela.

Moi nauczyciele puszczali mnie dalej niż powinienem był iść (uważam np. że Kapotasana wykracza poza moje obecne możliwości). Dlaczego? Podoba mi się argumentacja, że próbując pozycji “na wyrost” szybciej opanowujemy te poprzedzające.

Rygorystyczne asztangowe podejście przypomina drążenie wąskiego tunelu. W pewnym momencie docierasz do skały i długo nie możesz jej skruszyć. Wystarczy jednak poszerzyć tunel, a znajdziesz miejsce, którędy się przebijesz i pójdziesz dalej. Oczywiście za każdym kolejnym przejściem stukasz kilofem w tamtą skałę, ale przynajmniej już wiesz, co jest za nią. Pytania: “po co wiedzieć?” i “po co szybciej?” zostawiam na inne okazje.

Jako nauczyciel również często pozwalam uczniom na więcej niż “powinni”. Dlaczego? Poza przytoczonym wyżej argumentem chodzi o utrzymanie motywacji. Stopowanie osoby przez długi czas w jednym punkcie niesie ryzyko zniechęcenia jej. Ale może warto zaryzykować?

Tekst Iaina jest dla mnie kolejnym ziarnkiem mobilizacji do rozpoczęcia nauki w KPJAYI. Uzbiera się miarka i wyruszę w podróż. Jestem bardzo ciekawy, gdzie według Sharatha powinienem kończyć praktykę. Wcale się nie zdziwię jeśli uzna, że moja Trikonasana jest zbyt krzywa, żebym mógł wykonywać kolejne pozycje. I dobrze, OK, no problem. Dostosuję się. Zawsze byłem posłusznym uczniem. Chciałbym kiedyś usłyszeć stanowcze “You stop there” od Autorytetu. 🙂

Tekst, do którego nawiązuję: Lekcje “tutaj się zatrzymaj” od Sharatha Joisa oraz refleksje na temat metody majsor.

Komentarze

Leave your thought