Lecz życie toczy się dalej

Koleżanka napisała, że jestem kochliwy. Bo ja wiem…

Licząc od siódmej klasy podstawówki zakochałem się 8 razy, czyli wychodzi średnio raz na 3 lata. To tak często? Z tego tylko połowa obdarzona wzajemnością i tylko 2 z tej połowy przerodziły się w bliższe relacje.

Obie zepsułem. Tę ostatnią całkiem niedawno. Być może gdzieś na planie astralnym odpowiedzialność za rozpad związku rozkłada się po równo. Dwie dusze decydują się na taki krok. Ale bliżej planu fizycznego przeważnie ktoś psuje bardziej niż ktoś drugi.

Czy wszystko, co ma początek, musi mieć koniec? Cóż za okrutna prawidłowość. Reguły natury są bezwzględne. A rozstania bolą. Tęsknota pozostaje, wracają wspomnienia, pojawia się pustka, smutek, żal, bezsilność, poczucie straty.

Lecz… życie toczy się dalej.

Pytanie: jak się uwolnić? Krok po kroku.

Krok 1: Wyrzuć emocje

Czas wcale nie leczy ran. Trzeba mu pomóc. Utrzymując długotrwale stan wewnętrznego smutku hodujesz w swoim ciele wroga. Negatywne emocje stopniowo przeistaczają się w choroby, i to te najgorsze, te podstępne. Te, które nasza medycyna uznaje za nieuleczalne.

Wykrzycz całą złość, wypłacz cały żal. Zrób to na tyle porządnie, żeby już nie wracały.

Krok 2: Zatrzymaj się

Zreflektuj się, wyciągnij wnioski. Wiesz już co masz zmienić? Dobrze. Zmień. Napraw się. Inaczej wejdziesz w kolejny związek z tym samym schematem.

Wciąż nie wiesz? Poproś o pomoc fachowca. Zaufaj, otwórz się, poddaj terapii. I sprawdź czy działa. Jeśli od razu nie czujesz efektów – zmień fachowca.

Zastanawiasz się, czy jest możliwe, aby te same osoby znowu były razem? Jest możliwe. Ale musi zajść głęboka i trwała zmiana przynajmniej u jednej z nich. Zmiana nie na poziomie zachowań, a na poziomie korzeni, źródeł tych zachowań. Oczywiście można powiedzieć, że wtedy są to już inne osoby. I racja. Dzisiaj jesteśmy inni niż wczoraj, jutro będziemy inni niż dzisiaj.

Krok 3: Zapomnij

Dwa serca cierpią, dwa serca przeżywają stratę. Ale zapomnij o niej/nim. On/a ma swój proces, Ty masz swój. Kierując myśli w jej/jego stronę przeszkadzasz Wam obojgu. Zajmij się sobą. Pomóż sobie. W ten sposób najlepiej pomożesz komuś.

Jeżeli (podobnie jak mi) dobre momenty zapadają Ci w pamięć, a niedobre łatwo zapominasz, nie zazdroszczę – zadanie będzie utrudnione.

Wyślij do niej/go wszystkie ciepłe uczucia, które się pojawiają ze wspomnieniami, a potem

Krok 4: Ruszaj do przodu, zacznij nowe (życie)

Zmień środowisko, poznaj nowych ludzi, nowe miejsca, nowe aktywności.

Aktywności tak nowe, że aż trudne. Jeśli znasz języki obce, nie zadziała kolejny kurs językowy (chyba, że z włoskiego przeskakujesz na japoński). Jeśli potrafisz tańczyć, lekcje kolejnego tańca też nie pomogą (chyba, że walc angielski zamieniasz na reggaeton). Z oczywistych względów nie zadziała również rzucenie się w wir pracy, którą wykonujesz na co dzień. To musi być niepodobne do niczego, co robiłaś/eś. Musi maksymalnie zająć Twój umysł. W moim przypadku kiedyś sprawdziły się:

1. Nauka jazdy. Wszystko nowe, wszystko po raz pierwszy. Zmuszenie do koordynacji wszystkiego ze wszystkim. Dwie ręce zajęte kierownicą i drążkiem zmiany biegów, dwie nogi zajęte trzema pedałami, oczy dookoła głowy zajęte jezdnią, znakami, lusterkami, kalejdoskopem wskaźników na desce rozdzielczej. A pośród tego mózg analizujący przepisy drogowe, dokonujący nadludzkiego wysiłku wyboru sposobu wjechania na skrzyżowanie, przy czym decyzję musi podjąć w półtorej sekundy. Zaangażowanie 100%. Wciągnęło mnie! W wieku 31 lat odkryłem, że lubię prowadzić samochód 🙂

2. Nauka pływania. Szybko poszło. Przyjaciel zabrał mnie na basen. Dobry instruktor. Po tygodniu przepłynąłem swoje pierwsze 100 metrów bez dotykania dna, momentami jak ryba w wodzie. Cały sekret tkwił w zaufaniu do własnego oddechu. Przy okazji dowiedziałem się, że lubię pływać 🙂

3. Nauka śpiewania w chórze (chociaż bardziej na miejscu byłaby nazwa: grupowa terapia śpiewem). Trafiłem do najlepszej trenerki pod Słońcem – psychologa i coacha z powołania (większość tych wyedukowanych może się przy niej schować). I zaraz pierwszy występ solowy, bez przygotowanego materiału, przed nieznanymi ludźmi. Trzęsące się nogi, spocone ręce, konfrontacja z największymi lękami. Nic tak nie rozpuszcza Ego. Jednocześnie nic tak dobrze nie otwiera i nie uwalnia. Od tamtej pory lubię śpiewać publicznie 🙂

4. 10-dniowy kurs medytacji Vipassana. Polecam. Rozmontuje Cię na kawałki, zmiecie z powierzchni, przeczyści podświadomość, uchyli rąbka tajemnic duszy. Dzięki niemu odbudujesz się na nowych fundamentach. Warunek jest jeden: musisz włożyć wysiłek. Im bardziej sumienna, skrupulatna i zgodna ze wskazówkami praca, tym większa korzyść z tej techniki i efekty na głębszym poziomie.

5. EFT (tapping). Wymieniam je na końcu, ale tak naprawdę to od niego się zaczęło. Ono wyzwoliło mnie doszczętnie z najgorszego emocjonalnego syfu. I co ciekawe, wystarczyły do tego 4 sesje u jednej terapeutki na Ursynowie. Żadnej ciągnącej się latami psychoterapii. Skuteczność tej metody jest po prostu piorunująca. Byłem pod wrażeniem do tego stopnia, że pół roku później ukończyłem szkolenie trenerskie z niej.

Zawsze znajdzie się coś, czego jeszcze nie próbowaliśmy. Warto poszukać, niezależnie od wieku. Bywa tak, że rozpoczęte Nowe staje się częścią Twojego życia na następne lata.

Najtrudniejsze czasy często prowadzą do najświetniejszych momentów życia. Utrzymaj wiarę. Wszystko będzie tego warte w końcu.

Paradygmat współczesnej psychologii zachęca do odwagi ponownego zaangażowania się w następnej relacji. Najszybciej poznajemy samych siebie, najszybciej się rozwijamy będąc blisko z drugą osobą.

“Take the risk in love. If you want it, go for it. In the end, we regret the chances we didn’t take, relationships we were afraid to have and the decisions we waited too long to make. Go for what you love today”

“Podejmij ryzyko w miłości. Jeśli jej chcesz, idź za nią. Ostatecznie żałujemy szans, których nie wykorzystaliśmy, związków, których baliśmy się mieć, oraz decyzji, z których podjęciem zwlekaliśmy zbyt długo. Idź za tym, co kochasz dzisiaj”

Moja nauczycielka jogi powiedziała kiedyś, wskazując jako przykład małżeństwo Sharatha Joisa, że najlepsze są związki “not emotionally based”. Ja chyba jeszcze nie dojrzałem do tego etapu. Zbyt kochliwy jestem… 😉

Komentarze

Leave your thought