Majsor stajl w Samadhi Joga

Wczoraj na poranną asztangę do Samadhi w Centrum przyszły Monika i Berenika. Obie znają system ćwiczeń już na tyle dobrze, że nie potrzebują elementarnych instrukcji. Jest dla nich oczywiste, jak się poruszać w Powitaniach Słońca i co robić później. Dlatego zaproponowałem zajęcia majsor (mysore). Wreszcie coraz więcej takich okazji mamy. Bardzo się cieszę 🙂

W naszym grafiku przy godzinie 7:15 figuruje napis “począt./ogólna”. Jest to jedna z najbardziej enigmatycznych kombinacji, jakie występują w przyrodzie asztangajogowych grup. Równie dobrze można by napisać “pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, na co trafisz”. Nauczyciel nie wie, uczniowie – tym bardziej. Kombinacja karkołomna, za to najbardziej komercyjna (wszyscy mile widziani) 😉

Kluby fitness zdążyły mnie przyzwyczaić, że “ogólna” znaczy “wiecznie początkująca”. Godzę się na to. I ludzie na zajęciach też muszą się pogodzić. Tam nie mają wyboru. Tutaj, w szkole jogi, warunki sprzyjają rozwojowi. Warto więc o niego zadbać. A jak zrobić to najskuteczniej? Otóż dla asztangi sposób jest znany, charakterystyczny, sprawdzony – metoda majsor. Ona daje największe możliwości zarówno uczniowi, jak i nauczycielowi.

Ucząc innych uczę siebie. Przecież nie jestem Alfą-i-Omegą. Owszem, dzielę się doświadczeniem, pomagam wykonać asanę, przypominam o oddychaniu albo rozluźnieniu. Czasem po prostu jestem obok i czuwam. Ot co. Tak, jak potrafię najlepiej. Ale głównie uczę się wyczucia drugiej osoby. Jej ciała, oddechu, sposobu myślenia i działania. Staram się pozostawać w kontakcie, także werbalnym. Pytam, czy mój dotyk nie jest zbyt mocny/słaby, czy w ogóle coś wnosi, stabilizuje, pogłębia.  Szukam dogodniejszych ustawień, by asysta była bardziej efektywna. Oczywiście nie mogę za często ingerować. W końcu to nie moja praktyka. Jeśli nawet zauważę kolejną rzecz do “poprawienia”, zostawiam ją na przyszłą sesję.

Metoda majsor jest bezczasowa. Zawsze można trochę dłużej pozostać w pozycji. Seria Prowadzona nie daje tego komfortu. Muszę działać wielowątkowo, podzielić uwagę. Pomagam cicho jednej osobie, a równocześnie do wszystkich głośno mówię “4 … 5, sodaśza – wdech … wydech – dłonie na matę, saptadaśza – wdech …”. Wiele osób woli te zajęcia właśnie dlatego, że mogą wyłączyć myślenie, poddać się, wejść w rytm. Nie ma ryzyka, że się o czymś zapomni albo “zaśpi” w asanie. Oprócz tego jest fun, poczucie integracji, energia grupy, wszyscy robią to samo, jak jedna wspólnota.

Moja znajoma Angie zauważyła kiedyś, że Seria Prowadzona jest jak zabawa w “Szymon Mówi”. Ja z kolei nazywam te zajęcia “asztangowym aerobikiem”, nieco łatwiejszym dla instruktora, bo nie trzeba trzymać tempa muzyki. Przy okazji polecam nauczycielom asztangajogi spróbowanie kursu Instruktora Fitness, choćby dla rozrywki. Ale nie tylko. Można popracować nad emisją głosu, poczuciem rytmu, odpowiednio wczesnym zapowiadaniem, pamięcią choreografii – umiejętnościami przydatnymi także na zajęciach jogi 🙂

Quasi-indywidualny tok majsor wydaje się przy tym nudny. Niektórym się kojarzy jako bardziej zaawansowany, dlatego unikają go długo, tłumacząc, że “nie są gotowi”. W rzeczywistości to właśnie do majsor wszyscy są od razu gotowi. Rodzaj i tempo ćwiczeń są dostosowane do nich, a nie – oni do ćwiczeń. Zrozumienie tej idei wymaga mentalnego przestawienia się i spróbowania kilka razy na własnej skórze. Osoby, dla których mam przyjemność prowadzić asztangę w Samadhi Joga są wyjątkowo gotowe i chętne do nauki. Nie wpisaliśmy jeszcze słowa “mysore” do planu tylko dlatego, żeby nie budzić niepokojów społecznych 😉 ale de facto taki charakter coraz częściej przybierają zajęcia, zwłaszcza poranne.

Mysore style rules! A dzisiaj do zobaczenia po południu na… “począt./ogólna” 😉

Komentarze

Leave your thought